5 firm które straciły swoją szansę

2011-05-31

Technologie to biznes, w którym nie ma przebacz. Firma w jednej chwili może osiągać znakomite wyniki i wspiąć się na wyżyny, by w następnej nieustannie tracić udział w rynku i mierzyć się z krytyką mediów i użytkowników.

W przypadku firm technologicznych zawsze istnieje ryzyko, że pojawi się ktoś bogatszy, mądrzejszy lub szybszy. W niniejszym artykule opisujemy 5 popularnych firm, które miały spore szanse na sukces, jednak coś poszło nie tak. A w zasadzie: ktoś podjął złą decyzję.

1. Nokia

Czy wiedziałeś, że w 2007 roku Nokia była największym producentem telefonów? W tym czasie wprowadzała do sprzedaży pierwszego smartfona dla "typowych użytkowników", model N95. Kilka miesięcy później Apple przedstawiło jednak iPhone'a, zostawiając fińską korporację tak daleko w tyle, że do tej pory stara się dogonić "jabłuszko". To nie musiało się potoczyć w ten sposób.

Zanim pojawił się innowacyjny telefon Apple'a, Nokia nie tylko miała największe udziały w rynku, ale również dobrą reputację. Co więcej, przedstawiła nawet pomysł stworzenia telefonu z ekranem dotykowym. Prototyp był demonstrowany jeszcze w roku 2004, jednak zawieszono prace nad projektem ze względu na wysokie koszty.


Nokia N95


Gdyby tego było mało, Nokia myślała także nad wprowadzeniem sklepu z aplikacjami mobilnymi. Nazwa robocza sklepu brzmiała "WidSets" i oferowane przezeń narzędzia były określane mianem mini-aplikacji. Niestety, ostatecznie skończyło się na tym, że Nokia zaprezentowała Ovi Store, który zdecydowanie nie jest godnym konkurentem  coraz popularniejszego Apple Store'a.

Wyobraź sobie zatem alternatywne zakończenie tej historii, w którym Nokia jako pierwsza wprowadza na rynek smartfona z ekranem dotykowym, a także upowszechnia sklep z aplikacjami. Cóż, przy rozważaniach tego typu na pewno napływają łzy do oczu niektórym pracownikom Nokii, jak również udziałowcom i zwolennikom Symbiana. Zamiast zdominować rynek mobilny, Nokia musiała postawić na współpracę z Microsoftem, aby przetrwać. W grę wchodzą tu miliardy dolarów, ale Nokia stanie się teraz niczym więcej jak producentem telefonów dla Microsoftu.

2. Iomega

W czasach, w których przenośne dyski twarde wcale nie były tanie, a backup online był czystą fikcją, Iomega dominowała na scenie zewnętrznych magazynów danych. W 1998 dysk "Zip" mógł pochwalić się 87-procentowym udziałem w rynku dysków oferujących wysoką pojemność, a było to w czasach, kiedy "wysoka pojemność" kojarzyła się ze 100 megabajtami.

Tak dobre wyniki nie mogły być wieczne, i nie były. Pojawiła się felerna seria dysków Zip i bardzo odbiło się to na reputacji Iomega oraz opiniach o niezawodności jej produktów.

W 2002 roku dysk Iomega Zip 750 MB był już na straconej pozycji, ponieważ płyty CD-RW były o połowę tańsze, a zwykłe płyty CD - znacznie tańsze, podczas gdy oferowały podobną pojemność. Wszystko to doprowadziło do nieuchronnego upadku firmy. W 2008 roku została przejęta przez wielki koncern EMC i choć ciągle produkuje nośniki różnego rodzaju, nie ma szans, aby mogła zagrozić obecnym liderom, takim jak WD czy Seagate.

3. Yahoo

 Yahoo zaprzepaściło nie jedną, a kilka szans na wielki sukces. Choć kiedyś firma była liderem na rynku wyszukiwarek, pojawiło się Google  i... tutaj można zakończyć historię. No dobrze, podzielimy się kilkoma szczegółami.

Mechanizmy Google'a były na tyle dobre, że w 2000 roku Yahoo zdecydowało się je zaimplementować u siebie, aby użytkownicy mogli łatwiej wyszukiwać odpowiednie treści. Co więcej, wyszukiwarka Google'a spodobała się szefostwu Yahoo tak bardzo, że chciało przejąć tę firmę. Terry Semel, będący wówczas szefem Yahoo, nie zgodził się jednak na wyłożenie 3 miliardów dolarów za Google'a. Było to w 2002 r.


Yahoo


Dwa lata później Google była wyceniana już na 27 miliardów dolarów, a obecnie jest warta ponad 184 miliardy.

To jednak tylko jedna zła decyzja Yahoo. Druga miała związek z Facebookiem. W 2006 roku zarząd Yahoo nie chciał kupić Facebooka za miliard dolarów, natomiast obecnie Facebook wart jest 50 miliardów. Kolejny cios, po którym trudno się pozbierać?

Dalej mogło być tylko gorzej. Następna świetna okazja i zła decyzja miała związek z Microsoftem. Firmy prowadziły rozmowy przez 3 lata i Yahoo miało zostać przejęte przez Microsoft. W końcu jednak producent Windows i Office stracił cierpliwość i zaproponował ostateczną stawkę - 44 miliardów dolarów. Yahoo także w tym wypadku powiedziało "nie". Zgodziło się natomiast na kolejną ofertę, czyli 20 miliardów za biznes wyszukiwarkowy, podpisując 10-letnie partnerstwo z Microsoftem. Teraz Yahoo skupia się na tym, aby sprzedawać reklamy i przygląda się z oddali, jak Bing staje się najgroźniejszym rywalem Google'a.

4. Palm

Mniej więcej dekadę temu Palm radził sobie jeszcze bardzo dobrze. Takie produkty jak Palm III czy Palm V zdobywały uznanie nie tylko użytkowników, ale i mediów. Palmy były też niezwykle popularne wśród maniaków gadżetów. Nie mówiło się o tym, że chcesz kupić PDA, tylko że chcesz kupić Palm Pilota, zupełnie jak na "buty sportowe" mówi się "adidasy".


Palm Pre


Co więcej, Palm dobrze radził sobie także z przejściem z PDA na smartfony. Co zatem poszło nie tak? Zmiany wewnątrz firmy, rzecz jasna. Zaczęło się od przejęcia przez 3Com, a skończyło na podziale korporacji na dwa odrębne oddziały - ten zajmujący się oprogramowaniem (Palm OS) został odłączony i w rezultacie doszło do odseparowania części zajmującej się softem od części odpowiedzialnej za sprzęt. Skutki? Katastrofalne.

Nierozsądna decyzja spowodowała niepotrzebne spowolnienie rozwoju firmy i wówczas tacy rywale jak RIM BlackBerry mieli pole do popisu, kształtując raczkujący wówczas rynek smartfonów. Palm został w tyle.

Koniec historii jest taki, że Palm OS stoczył się na dno i firma musiała go porzucić na rzecz webOS. Telefon Palm Pre, choć niezły, rynku nie podbił, bo były już inne i lepsze urządzenia. Skończyło się na tym, że Palm został przejęty przez HP za "skromny" miliard dolarów. 


5. AOL

We wczesnych latach internetu AOL był rozwiązaniem na to, jak ludzie dostają się do sieci WWW. Firma wręcz zalała użytkowników, oferując kilka godzin bezpłatnego dostępu do internetu, uzależniając ich od sieci jak diler pozwalający wypróbować pierwszą partię towaru za free.

Ta taktyka się opłaciła. W 1996 AOL podpisał umowę z Microsoftem, aby dołączać oprogramowanie AOL do Windows. I tak oto AOL stał się synonimem od "dostęp do internetu", a także zdobył reputację firmy, która pozwala na dostęp do internetu ludziom, którzy nie są za pan brat z technologiami.

AOL był jak dotąd największym usługodawcą internetowym w Stanach Zjednoczonych, mając ponad 35 milionów subskrybentów. To z kolei sprawiło, że firmę było stać na przejęcie wielkiego giganta Time Warner (właściciel m.in. CNN i innych mediów) za zawrotne 147 miliardy dolarów.

Dekadę później karty się odwróciły i Time Warner odłączył się od AOL-a, a sama firma stała się powodem do żartów dotyczących ludzi, którzy nie do końca rozumieją czym jest internet. Ale jak do tego doszło?

AOL miał dostęp do bogatej oferty filmów Time Warnera, ale nie chciał dopuścić do migracji swoich klientów do usług szerokopasmowych, aby umożliwić im korzystanie ze wszystkich tych treści. Obecnie AOL skupia się zatem na sprzedawaniu powierzchni reklamowych online i kupuje różnego rodzaju serwisy blogowe czy agregatory treści, takie jak Huffington Post. Mimo to, 40 proc. dochodów ciągle ma z klientów korzystających z jego usług online i dostępu do sieci typu "dial-up" (połączenie dodzwaniane).
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dial-up

Z ostatnich raportów wynika, że 75% tych klientów ma także dostęp do internetu szerokopasmowego, więc w praktyce płaci tak naprawdę tylko za dostęp do e-maila AOL i kilku usług online. Aby AOL przetrwało, musi więc faktycznie skupić się na serwisach z różnego rodzaju treścią online, takich jak kupiony niedawno Huffington Post.

Oceń newsa: 00

Komentarze czytelników

Aktualności według kategorii